"Niespokojne serca" Agata Sawicka


"Nieszczęścia chodzą stadami" - tak zapewne Julianna mogłaby skomentować pewien feralny dla niej dzień.

Dziewczyna studiuje dwa kierunki: prawo i historię. Jeden z pasji, drugi, aby zaspokoić chorą ambicję swoich rodziców. Tego pechowego dnia zostaje wyrzucona ze studiów prawniczych, których szczerze nienawidzi. Lia boi się jednak reakcji swoich surowych, wymagających i wpływowych rodziców, przede wszystkim ojca. Niestety jej chłopak również sprawia jej zawód - okazuje się być zadufanym w sobie dupkiem i erotomanem. Zniesmaczona Lia postanawia go rzucić. Wyjawia rodzicom prawdę, co stało się na uczelni. Niestety to nie koniec pasma nieszczęść. Ojciec reaguje dokładnie tak jak przewidziała - robi jej karczemną awanturę. Oboje nie przyjmują do wiadomości, że ich córka nie zamierza wrócić na znienawidzone studia. Dziewczyna mając dość apodyktycznego rodzica, wyjeżdża w nieznane, na drugi koniec Polski. Czy tutaj odnajdzie swoje miejsce na ziemi?

Wspaniała, wielowątkowa powieść o zakazanej miłości, okraszona także odkrywanymi tajemnicami sprzed lat. Bohaterki: babcia Nusia, Emilia, czy sama Lia to silne kobiety, które wiedziały, czego chcą i uparcie dążyły do wyznaczonych sobie celów. Każda z nich zaskarbiła sobie moją sympatię. Polubiłam babcię Nusię, która może stanowić wzorcowy przykład babci - troskliwą, opiekuńcza, po prostu kochana (zupełnie jak moja śp. Babcia), oraz nieco enigmatyczną Emilię, która pokochała kogoś, kogo nie powinna. Mimo to walczyła o tę miłość całą sobą, jak lwica. Musiała też zmierzyć się z innymi poważnymi kłopotami. Lia czasami mnie irytowała, zwłaszcza jej lekkomyślność, ale ona również jest osobą zyskującą przy bliższym poznaniu.

Świat wykreowany przez autorkę po prostu mnie porwał, poczułam się częścią bieluńsko-zaleszyckiej społeczności. Mimo że jest to debiut, powieść jest po prostu cudowna i absolutnie gdybym nie wiedziała, nie stwierdziłabym, że to dopiero początek przygody z pisaniem dla Agaty Sawickiej.

Bohaterowie prawdziwi, z zaletami i przywarami, niektórzy ciepli, serdecznie, z innymi, jak choćby z bogatą Karoliną Zaleszycką, czy rodzicami Julianny raczej bym się nie zaprzyjaźniła. Wspaniale opisane uroki sielskiej, spokojnej wsi, plastyczne przedstawienie natury. Czytelnicza rozkosz!

Powieść, która wciąga niczym toń jeziora. Nie sposób się oderwać, póki nie poznamy dalszego biegu wydarzeń. I choć historia ta nie jest naszpikowana akcją, wydarzenia toczą się spokojnym rytmem, zgodnym z klimatem miejsca, gdzie się toczą, to opowiedziane są w taki sposób, że chce się więcej i więcej. Już nie mogę się doczekać kolejnej części! Powieść bowiem jest pierwszą częścią cyklu "Dwór w Zaleszycach".

Książka potwierdza tezę, że miłość pokonuje wszelkie granice, nie ma dla niej bariery wieku, pochodzenia społecznego, statusu majątkowego. I to jest budujące. Jest to pogodna opowieść o tym, jak ważne w życiu jest to, by żyć wedle własnych przekonań i realizować własne, nie cudze marzenia.

Nie ma złych małżeństw. Są tylko ludzie, którzy nie wiedzą, jak one działają.

Miłość nigdy nie jest idealna. Ludzie nie są idealni. Kochać znaczy być. Trwać. Ciągle kroczyć obok siebie, nawet jeśli droga jest bardzo wyboista. Miłość to po prostu miłość.

Komentarze

  1. Skoro książka tak mocno wciąga, to ja chętnie dam się namówić na jej lekturę. 😊

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

[RECENZJA PATRONACKA, PRZEDPREMIEROWA] "Niepokorna" Katarzyna Mak

"Makani" Katarzyna Jasińska

[RECENZJA PATRONACKA] "Zmienny los" Barbara Kończak