"Rubinowy Książę" Beata Worobiec



Autorka przenosi nas w niezwykły świat pozbawiony Słońca, gdzie Pan Światła decyduje, kiedy ma nastać jasność. Codziennie świeci zorza innego koloru, a w ciemności pojawiają się błędne wilki żądne krwi. W tym niesamowitym uniwersum kolor oczu decyduje o przynależności do konkretnej warstwy społecznej. Świadczy on, kto jakiej jest krwi - jakim kamieniem włada. Stosunki płciowe na Żywej Ziemi są jedynie aktem służącym "produkcji" nowych obywateli i odbywają się raz w miesiącu pod nadzorem Szmaragdowych Dziewic. Mężczyźni chodzili jednak do domów uciech, gdzie "wirtualny seks" zaspokajał ich potrzeby. Rozwój technologiczny był wybiórczy - znali pizzę, watę cukrową i fajerwerki, a w ubogich miastach nie mieli kanalizacji.

Jedna z głównych bohaterek - Miła, córka rzeźnika, osoba "z wyższych sfer" zakochuje się w zwykłym parobku swojego ojca, Avalonie. Co gorsza, cierpi on na heterochromię, czyli różnobarwność tęczówki oka. Takie osoby uważane są za gorsze, o skażonej krwi. Miłość młodych jest więc niemożliwa. Chcą jednak spróbować uciec, by być razem. Próba ucieczki kończy się atakiem mgielnego wilka i śmiercią Mili. Jej siostra, Sephora i Avalon postanawiają ją uratować. Może im pomóc Czerwona Salamandra - bardzo niebezpieczna złodziejka. Czy uda im się odnaleźć wewnętrzne światło-duszę Mili w Otchłani zanim dziewczyna całkowicie umrze?

Zaintrygował mnie pomysł na fabułę, jest ciekawy, oryginalny, z mnóstwem wątków. Ciągle coś się dzieje, nie ma nudy, zachowany jest też balans między stagnacją a nadmiarem bodźców, nie ma przesytu zdarzeniami.

Bohaterowie są nietuzinkowi, nie ma tu jednoznacznie dobrych i złych. Postacie są dynamiczne, nieprzewidywalne, zaskakują czytelnika w trakcie trwania akcji. Przeżywamy z nimi chwile wzruszeń, ale też śmiejemy z ich perypetii. Heterochrom Avalon, zakatarzony pechowiec Ollin i złodziejka Salamandra, którą wszyscy chcą zabić, stanowią niezrównaną ekipę.

To powieść o miłości, często bolesnej, gorzkiej, zadającej rany, niemożliwej do spełnienia, a przez to nieszczęśliwej. Ale też o tym, że warto dać komuś szansę, nawet jeśli nie wstrząsnął naszym sercem jak nawałnica. Pokazuje, że w życiu liczy się tylko miłość i przyjaźń. Niesie też ważne przesłanie, by władza leżała w odpowiednich rękach.

Atutem powieści jest specyficzny, czasem cierpki, czasem ironiczny humor, przeplatany z patosem.


(...) to jakby ktoś przestał cię kopać w jaja, ale zaczął kopać w dupę (...) Jasne, to trochę mniej boli, ale wciąż boli. Niezależnie od tego, kto stoi u władzy, zwykli kamiennokrwiści i tak będą mieli przesrane.

Mnóstwo nawiązań literackich, do Biblii, mitologii, ale też innych utworów literackich, jak choćby Łupin Hoop, sam wiesz kto, czy Haptain Kock.

Jeśli chcesz uczestniczyć w tej niezwykłej, obfitującej w przygody i niebezpieczeństwa wyprawie do Otchłani, chcesz wiedzieć, do czego służy sypkie światło - zapraszam do lektury.

Komentarze

  1. Fabuła wydaje się dosyć ciekawa, ale to nie moje klimaty gatunkowe. 😊

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

[RECENZJA PATRONACKA, PRZEDPREMIEROWA] "Niepokorna" Katarzyna Mak

"Makani" Katarzyna Jasińska

[RECENZJA PATRONACKA] "Zmienny los" Barbara Kończak